Get Adobe Flash player
Follow us on Twitter
Reklama
TuskMIAŁO być nowocześnie, przyjaźnie dla środowiska. Miały być miejsca pracy, dochody dla gmin i potężny rynek dostawców, producentów, deweloperów. Wyszło jak zwykle...
 „RZEPA” z 16 stycznia 2011 donosi, że rząd przestaje wspierać rozwój energetyki odnawialnej? A dlaczego? Bo pana Tomasza Dąbrowskiego, dyrektora departamentu energetyki Ministerstwa Gospodarki „zaskoczyły” dane dotyczące rynku zielonej energii. Jakie dane? Tego pan dyrektor już nie wyjaśnia, ale zamartwia się, że jest zbyt hojny dla energetyki odnawialnej, która to właśnie (hurra mamy w końcu winnego!) spowoduje, że wszyscy pójdziemy z torbami. 
Jakie to miłe prawda? Pan dyrektor martwi się o nasze finanse, a pewnie i minister proszę państwa sam OSOBIŚCIE też walczy jak lew, abyśmy za prąd płacili mało. 
A ja jakoś nie wierzę panu dyrektorowi ani ministrowi. Wiem jedno – jak polityk, czy też urzędnik mówi, że oto właśnie rozpoczyna bój w sprawie zasobności mojego portfela, to będzie mnie to drogo kosztowało. W tym wypadku nie wiem tylko ile. Choć pewne szacunki istnieją. 
 
Pan dyrektor w wywiadzie dla dziennika zauważa z troską, że rynek zielonych certyfikatów wart jest już 3 mld zł, a w przyszłości nawet 9 i że za to wszystko płaci odbiorca. Brzmi nieźle – problem w tym, że pojęcie „rynek” jest zupełnie czymś innym, niż koszt energii dla odbiorcy. Pan dyrektor na pewno to rozumie, jednak świadomie manipuluje informacją. Po co? Aby postraszyć społeczeństwo i zniechęcić do zielonej energii? No cóż wiele środowisk jak mantrę powtarza, jaka to zła ta energetyka odnawialna jest. Jaka droga i... jaka szkodliwa dla środowiska. 
 
Rząd szuka oszczędności i dlatego chce zablokować rozwój energetyki odnawialnej – brzmi oficjalna wersja. Ale czy na pewno chodzi o oszczędności? W październiku ten sam rząd zaczął walczyć w Brukseli o… możliwość dalszego dofinansowania kopalni. I udało mu się to. W listopadzie spółki węglowe otrzymały 400 mln złotych. Ot tak. Rzekomo na inwestycje, ale dla wszystkich jest oczywiste, że chodzi o bieżącą działalność spółek.
 
Ale to dopiero początek. Państwowe firmy ze Śląska - Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy - żądały dotacji, bo mają problemy z płynnością finansową, a dodatkowo banki boją się związków zawodowych, które mają ogromny wpływ na zarządzanie. Tymczasem apetyt spółek węglowych jest ogromy - do końca 2015 r. chcą dostać z budżetu 19 mld zł. Resort gospodarki walczy o dotacje do inwestycji, choć wyniki finansowe spółek górniczych znacznie lepiej poprawiłoby zamykanie nierentownych kopalń. Sama tylko Halemba - Wirek wchodząca w skład Kompanii Węglowej przyniosła od 2003 r. 1 mld zł strat. Mimo dotacji!
 
To ile w końcu tak naprawdę kosztuje energetyka „tradycyjna”? Może ktoś mi na to pytanie odpowie i policzy wszystkie koszty? 
 
Don, felietonista portalu energiawiatru.eu

 
PWE CC on Facebook
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com